Łomianki – malownicze miasto tuż obok stolicy. Niestety, od pewnego czasu kojarzone nie z urokliwym sąsiedztwem Puszczy Kampinoskiej czy Rezerwatu Kiełpińskiego, lecz przede wszystkim z gigantycznymi korkami na drodze krajowej nr 7.
O tym problemie wiedzą już wszyscy. Wiemy też, że władze Łomianek wspólnie z Warszawą planują budowę buspasa, który ma usprawnić komunikację miejską. Mimo tych deklaracji część mieszkańców postanowiła zaprotestować, przechodząc po przejściu dla pieszych na zielonym świetle, by zwrócić uwagę na skalę problemu.
Internet zawrzał. Pojawiło się mnóstwo wpisów i informacji, które zamiast wyjaśniać sytuację, potęgowały napięcie i chaos. Dlatego postanowiliśmy uporządkować fakty i zapytać burmistrza Łomianek, Tomasza Dąbrowskiego, o kwestie budzące największe emocje.
– Mieszkańcy mają dość. Nic więc dziwnego, że wychodzą na ulice, by wyrazić swój sprzeciw. Czy to coś zmieni? Być może nie od razu, ale takie działania pokazują desperację ludzi, którzy każdego dnia tracą mnóstwo czasu i energii, stojąc w korkach.
– Czas dojazdu do stolicy wydłuża się z każdym rokiem. Pokonanie nawet 2–3 kilometrów coraz częściej zajmuje 30 minut. Apogeum tej sytuacji miało miejsce podczas akcji „Trzeźwy Poranek” – to właśnie wtedy nasze starania o poprawę dojazdu do Warszawy znacznie przyspieszyły.
– Dziennikarka TVP Warszawa wspomniała w swoim materiale, że jest Pan przeciwny protestowi.
– To nie były moje słowa, lecz interpretacja dziennikarki przygotowującej materiał – tzw. tekst z offu. Rozumiem rozgoryczenie i złość mieszkańców naszej gminy oraz to, że postanowili wyjść na ulice i pokazać, że mają dość tej sytuacji. Wielokrotnie to podkreślałem.
Jako burmistrz działam jednak na innych płaszczyznach, by doprowadzić do realnych zmian. Zdaję sobie sprawę, że wszyscy oczekują efektów „tu i teraz”, ale z wielu powodów nie zawsze jest to możliwe. Od dłuższego czasu prowadzimy rozmowy z władzami m.st. Warszawy, powiatu, województwa oraz administracją rządową. Szukamy wszystkich możliwych rozwiązań i analizujemy każdy pomysł. Dzięki wsparciu ministra Pawła Zalewskiego (red. MON, Polska 2050) doszło do spotkania w stołecznym ratuszu i uzgodnień dotyczących budowy buspasa.
– Na spotkaniu z prezydentem Rafałem Trzaskowskim nie podpisano żadnego porozumienia. Jaka jest gwarancja, że Warszawa dotrzyma słowa?
– Długo czekaliśmy na to spotkanie i dziękuję prezydentowi Trzaskowskiemu za bardzo merytoryczną i konkretną rozmowę. Wzięli w niej udział również jego zastępca Tomasz Mencina, dyrektor Zarządu Dróg Miejskich Łukasz Puchalski oraz Tamás Dombi, dyrektor Biura Zarządzania Ruchem Drogowym w Warszawie.
Jadąc do ratusza, nie wiedzieliśmy, czy władze Warszawy w ogóle będą zainteresowane naszą propozycją. Okazało się, że tak. Uzgodniliśmy założenia budowy buspasa, a ponieważ było to pierwsze spotkanie, nie podpisywaliśmy jeszcze żadnych porozumień – było na to po prostu za wcześnie. Na kolejnych etapach prac będzie wiele okazji do składania deklaracji i podpisów.
– Czy to nie protest mieszkańców zmobilizował urząd do działania w sprawie buspasa?
– Tak naprawdę spotykamy się w jednym miejscu – wszystkim nam chodzi o poprawę sytuacji na ul. Pułkowej. Spory o to, kto był pierwszy i co zrobił, tylko niepotrzebnie podnoszą napięcie i dzielą mieszkańców Łomianek. Mamy wspólny cel i powinniśmy nad nim pracować razem.
Ale odpowiadając wprost: intensywne rozmowy na temat buspasa prowadzimy od czerwca. Część działań była komunikowana publicznie, część prowadzona była za zamkniętymi drzwiami – na tym polega dyplomacja. Decyzja o wspólnej inwestycji z Warszawą zapadła kilka dni przed protestem, więc są to dwie niezależne sprawy, choć zmierzające w tym samym kierunku.
– Buspas jest sukcesem, ale czy faktycznie poprawi sytuację, skoro – według internetowych mapek – to tylko dwa krótkie odcinki na Pułkowej?
– Trudno polemizować ze wszystkim, co pojawia się w internecie. Faktycznie krąży błędnie przygotowana mapka, na której buspas wygląda jak „dziurawy ser szwajcarski”.
W rzeczywistości buspas, który będziemy budować wspólnie z Warszawą, będzie miał nieco inny przebieg. To dwa spójne odcinki – warszawski i łomiankowski.
– Gdzie dokładnie rozpocznie się buspas i co zmieni?
– W Łomiankach buspas zacznie się na ul. Brukowej, na wysokości ronda przy centrum handlowym. Następnie pobiegnie za ekranami, odseparowany od drogi krajowej nr 7. Na wysokości ul. Starej Cegielni powstanie łącznik, którym autobusy wjadą na trasę. Dalszą część, od granicy miasta, zrealizuje Warszawa. Będziemy mieć więc długi odcinek, który autobusy zamiast 20-30 minut pokonają w 3-4 min.
– Kiedy mieszkańcy mogą spodziewać się realnych zmian na DK7? Jakie są terminy budowy buspasa?
– Działania rozpoczniemy na początku 2026 roku. Najpierw konieczne jest wykonanie projektu, następnie przetarg i wybór wykonawcy. Dopiero wtedy będziemy mogli podać konkretne terminy realizacji. Mam nadzieję, że – podobnie jak dla nas – również dla Warszawy będzie to inwestycja priorytetowa.
– Czy konieczna będzie przebudowa trasy, likwidacja pasa ruchu lub wycinka drzew, której obawiają się mieszkańcy Bielan?
– To kolejna teza, która próbuje nas poróżnić. Nic takiego się nie wydarzy. Autobusy pojadą dodatkowym, trzecim pasem ul. Pułkowej, wykorzystując obecny pas awaryjny. Oczywiście będzie on wymagał wyrównania i uzupełnienia nawierzchni – wszystko pokaże projekt.
Chcę uspokoić mieszkańców Bielan. Rozmawiałem już z burmistrzem tej dzielnicy, Grzegorzem Pietruczukiem. Nikt nie planuje masowej wycinki drzew. To teren o ogromnych walorach przyrodniczych, dlatego „okroiliśmy” projekt, rezygnując z dodatkowej infrastruktury. Tak wygląda kompromis – czasem warto zrobić krok w tył, by zrobić dwa do przodu.
– Pojawiają się zarzuty, że Bielany ponoszą konsekwencje złych decyzji urbanistycznych Łomianek.
– Nie możemy mówić o złych decyzjach urbanistycznych. Na całym świecie mieszkańcy migrują na przedmieścia – chcą żyć bliżej natury, zwolnić tempo. Tak samo dzieje się w aglomeracji warszawskiej: ludzie przeprowadzają się do Łomianek, Izabelina, Czosnowa, Kazunia, Leoncina czy Nowego Dworu.
Do Warszawy przyjeżdżają do pracy, szkół, kin, teatrów, korzystają z usług i oferty rekreacyjnej. Na tym polega rozwój metropolii. Problem z dojazdem nie dotyczy wyłącznie Łomianek, lecz dziesiątek gmin aglomeracji. Wszyscy spotykamy się rano w jednym miejscu – na Pułkowej. My, jako gmina granicząca bezpośrednio ze stolicą, stajemy się ambasadorem tego problemu.
– A budowa S7? Czy nie jest to kompleksowe rozwiązanie?
– Nie – nie mylmy pojęć. Udrożnienie wjazdu ul. Pułkową to temat „na już”. Autobusy i kierowcy z Łomianek nie pojadą do metra obwodnicą przez Bemowo. Potrzebują sprawnego, najkrótszego dojazdu.
Poza tym GDDKiA nie rozpoczęła jeszcze budowy odcinka Czosnów–Kiełpin, a potem Kiełpin–Bemowo. To perspektywa co najmniej siedmiu lat – mówimy o roku 2032. A jeśli termin się przesunie? Nie możemy dłużej czekać.
– Pojawiają się głosy, że ruch i tak się rozłoży po połączeniu S7 z S8 w Warszawie.
Owszem, ruch się rozłoży, ale zgodnie z prawem Lewisa–Mogridge’a kierowcy wybiorą nową, szerszą drogę. Już teraz to widzimy – liczba samochodów na nowym odcinku S7 do Czosnowa znacząco wzrosła. I znów wszyscy spotykamy się na skrzyżowaniu Wóycickiego i Pułkowej.
– Wracając do sygnalizacji świetlnej na Wóycickiego – czy jest szansa na jej wydłużenie?
– Miasto Stołeczne Warszawa ma w tej sprawie jasne i niezmienne stanowisko – nie zgadza się na wydłużenie zielonego światła dla kierowców jadących Pułkową. Rozważamy natomiast korektę sygnalizacji przed Łomiankami i będziemy rozmawiać o tym z GDDKiA. To droga krajowa, więc nie będzie łatwo, ale podejmiemy takie starania.
– Panie burmistrzu, to wciąż nie jest dobra wiadomość.
– Oczywiście, że nie. Buspas to dopiero pierwszy krok. Kolejnym mogłoby być poprowadzenie transportu szynowego do granicy Warszawy z Łomiankami lub nawet przedłużenie pierwszej linii metra. Skoro Ursusowi udało się przedłużyć II linię, dlaczego nam miałoby się nie udać z I?
Wystarczy spojrzeć, ilu kierowców przesiadłoby się do metra – nie wjechaliby samochodami do stolicy, a na tym przecież zależy władzom Warszawy. To ogromne ułatwienie i korzyść dla wszystkich. Co więcej, linia mogłaby biec dalej – przez Wisłę na Białołękę – obsługując północną część miasta. Czy to nie najlepsze rozwiązanie?
– Czy Warszawa kiedykolwiek się na to zgodzi?
– Zobaczymy. Rozmawiajmy. Korzystajmy ze środków rządowych i funduszy unijnych. To nie jest niemożliwe – wystarczy chcieć. Pokażmy, że potrafimy współpracować dla dobra mieszkańców, nawet jeśli wymaga to wyjścia poza administracyjne granice samorządów. Skoro udaje się to na całym świecie, dlaczego miałoby się nie udać tutaj?

Taki widok to rzadkość. Zdjęcie zrobiliśmy w wyjątkowej chwili – w Wigilię